Michał Dudziński – aktor i twórca internetowy. Absolwent Wydziału Aktorskiego PWST we Wrocławiu. Na koncie ma kilkadziesiąt ról teatralnych, filmowych i telewizyjnych. Twarz i współtwórca contentu Orange Polska na social media.


Social Media lekarstwem na potos w operze?

Zacznijmy od tego, czym są media społecznościowe: jest to komunikacja przekształcona w interaktywny dialog. Każdy może mieć do niej dostęp. Wystarczy internet.

Nazywam się Michał Dudziński, z zawodu jestem aktorem. Swego czasu również byłem związany z operą: grałem w kilku spektaklach.

Pierwszy operowy spektakl, jaki widziałem? „Raj Utracony” Krzysztofa Pendereckiego.

Chciałem się wybrać akurat ten spektakl, bo zobaczyłem wcześniej zdjęcia. Wyglądały magicznie. Do opery zwabił mnie obrazek.

I właśnie o tym dzisiaj powiem. O obrazkach. Obrazkach, które tworzą historię i które są właśnie głównym przekaźnikiem treści w social mediach.

Jeszcze kilka lat temu miałem pogardliwy stosunek do osób, które mówiły, że są blogerami lub influencerami.

Myślałem: co to za praca… aż sam niechcący zostałem influencerem, czyli twórcą internetowym o dość sporym zasięgu.

Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak potężną moc mają social media… Na pewno o wiele większą niż tradycyjne media jak radio, tv, czy gazety.

Jeszcze jakiś czas temu o SM błędnie się myślało jako o komunikatorze dla młodzieży. Na Instagramie mamy również osoby starsze!

Największą zaletą SM jest dostępność dla wszystkich. Każdy profil jest taki sam, każdy profil jest równy, każdy może zostać twórcą i nie musi być właścicielem gazety czy stacji tv.

Oczywiście rządzi tu tzw. popkultura, kultura masowa, ale właśnie z tego opera i jej twórcy powinni zrobić atut.

SM mają siłę przyciągnąć nowych odbiorców.

A co jest najważniejsze w sukcesie na SM?

Człowiek. Ale taki prawdziwy, z krwi i kości, z problemami, na pewno nie idealny.

Koniec z patosem.  Patos się już nie sprzedaje. Obserwuję moich znajomych śpiewaków. Sztuczne studyjne zdjęcia we frakach lub sukniach. Bą pierdą.

Ludzi to nie interesuje.

Odbiorcy chcą zobaczyć najpierw ciekawego człowieka. Zobaczyć, co lubi, czym się interesuje, jakie ma problemy. To, jaka jest ich praca, to sprawa drugorzędna. 

Znam mnóstwo ludzi opery, niejedną imprezę razem spędziliśmy, wiem jak potrafią się dobrze bawić i jakimi zabawnymi są ludźmi. Czasami gdy widzę ich oficjalne profile, to nie chce mi się wierzyć – no way – myślę – nigdy nie pójdę z Tobą na imprezę.

Tu ciekawy przykład profilu Anny Netrebko. Profil pełen życia, treści, naprawdę atrakcyjny. Podróże, jedzenie, znajomi, imprezy, moda, nieudolne treningi i próba zrzucenia zbędnych kilogramów – fajna laska myślę. Chciałbym pójść z nią na kawę, może nawet na butelkę wódki 😀

Algorytmy ig działają właśnie w ten sposób, że tworząc ciekawy kontent można dotrzeć do ludzi kompletnie niezwiązanych z operą. 

Pierwsze wrażenie odbiorców – naprawdę fajna kobieta. Ludzie obserwując ją, zaczynają się z nią utożsamiać, traktować jak wirtualną koleżankę.

A potem pojawia się informacja o operze.. “hm.. moja wirtualna  koleżanka jest światowej sławy solistką.. aż posłucham z ciekawości….”

Każdy post musi być atrakcyjny.

W jednym obrazku zamknięta historia.

Tajemnica sukcesu na IG: TO CZEGO NIE WIDZĄ INNI. Zdjęcie głównej solistki z kwiatami, kłaniającej się na tle orkiestry nie jest niczym ciekawym. Ale ta sama solistka, która się rozśpiewuje, stresuje przed wyjściem na scenę lub zakłada perukę – jest już czymś innym – odsłaniamy rąbka tajemnicy.

Żeby zakochać się w operze nie trzeba być wybitnym znawcą.

Drodzy operowi twórcy, macie przed sobą silne narzędzie marketingowe. Za pomocą obrazków stwórzcie historię, która zaczaruje nowych odbiorców.

Zmień rozmiar czcionki